Skrótowo kilka dni do tyłu..
Piątku już nie pamiętam.
Sobota.. aaa sobota, pierwszy raz w pracy, gdybyście mnie widzieli.. jedna wielka panika.
Na kartce wypisane zwroty, które miałam z siebie "wylać" do Stefana, ale kiedy już stanęłam z Nim twarzą w twarz to byłam zatkana jak butelka wina korkiem. P. była ze mną i chwała Jej za to ;) uratowała sytuację :)
To aż nieprawdopodobne, jak człowiek zachowuje się pod wpływem stresu. ( Jak ja mogłam zapomnieć o persenie!?)
Oprócz szefa Stefana była tam też Dziewczyna (zabij mnie, imienia nie pamiętam) która ku mojej wielkiej radości mówiła po polsku :) sporo słów zapomniała, ale zrozumieć się ją dało :)
Chyba jeszcze nie wspomniałam na czym polegała moja praca, nie na krojeniu, nie na podawaniu ale na sprzątaniu. 5 godzin czyszczenia, ścierania, wycierania, zmywania itd. Moje ćwiczenia crossfitowe to przy tym pikuś.... a ja głupia chciałam jeszcze skakać z Ewką.
Nie ma bata, wychodząc z pracy moje plecy wołały o pomoc masażysty, jeść mi sie nie chciało, ba, nawet zapomniałam, że nie jadłam obiadu.
Jeszcze większe zdziwienie mną targa, że do domu wróciłam sama. Z innej dzielnicy, oczywiście po drugiej stronie słuchawki P. Dotarłam do domu mimo zmęczenia szczęśliwa.
Pierwsze Euro zarobione. Wrócił się bilet z PL :)
http://www.wulfisch.at/
Wyżej adres baru/restauracji Stefana :)
Niedziela
Wypad na bazar, stragany z używanymi rzeczami, ze wszystkim, począwszy od ciuchów, skończywszy na rowerach, komputerach czy obrazach. Do mojej kolekcji dołączyły tylko kolczyki :) Za to Paulina "wyszarpała" niezłe cacka w postaci- torebki, plecaka i legginsów :)
Obiecuję na dniach jakieś zdjęcia.
Na koniec oczywiście muzyczka, ta która od kilku dni gości w domu :)
biedne pazurki :)
OdpowiedzUsuń