wtorek, 5 listopada 2013

W.Ń

Próbuję sobie wyobrazić samą siebie siedzącą w kącie, wyrywająca sobie włosy, lub połykając tuzin tabletek uspokajających, popijając to wszystko alkoholem.
Napisałam PRÓBUJĘ ale mi to nie wychodzi.  To musi być straszne .. to musiałoby być okropne nie tylko dla mnie.
Pomyśleć, że setki tysiące osób w moim wieku nie radzi sobie z życiem REALNYM. Szukają sposobów aby  "jakoś" żyć i przetrwać. Się mówi tonący brzytwy się łapie. A jeśli jedynym ratunkiem który widzą są np.narkotyki...?
Co trzeba mieć w głowie.. jaką muszą mieć niską samoocenę, złe nastawienie i masę innych kłopotów. Jedyne rozwiązanie które mi śmignęło przez głowę to dwa słowa. Pierwsze to Jezus ( tak teraz przechodzę okres fascynacji ..) drugie słowo to Przytulenie.

mi, póki co to wystarczy. A kiedy będę chciała się poddać to dam znać. Nie martwcie się ;)
Potrafię mówić o tym co mnie boli, potrafię również prosić o pomoc. Choć czasami uparta do granic wytrzymałości, nie trzeba mi powtarzać. Wiem, że nikt sie nie domyśli co chcę, dlatego nauczyłam się mówić. Tzn uczę się nadal.



Ps. życzcie bezpiecznej podróży. Jadę.

1 komentarz: